10-ta rocznica śmierci Luong Poh Charoena

 

Roli buddyzmu w społeczeństwie ciężko przecenić. Zmienia sposób myślenia, zmienia zachowania i przyzwyczajenia. Ale najważniejsze, że spaja ze sobą ludzi.

 

 

 Więcej informacji:  Najnowsze newsy

 

Fenomen buddyzmu polega na decentralizacji. Nie jest to religia z jednolitym systemem organizacyjnym. Poszczególne zakony są osobnymi, niezależnymi jednostkami, kierującymi się własną polityką i własną regułą.

Najciekawszą właściwością jest tworzenie się zborów. Są one odpowiedzią na potrzebę społeczną. Ludzie chcą mieć klasztor, więc sobie go tworzą. W tradycji tajskiej każdy mężczyzna powinien choć raz wstąpić do zakonu. Zakon staje się więc integralną częścią życia każdej rodziny.

W klasztorze hierarchia formuje się samoczynnie. Polega głównie na respekcie tworzonym przez czas praktyki. Mnisi o dłuższym stażu otaczani są większym szacunkiem.

Ciekawostką jest także i to, że nauczyciele nie wybierają sobie uczniów. To uczniowie skupiają się wokół osoby, od której chcą się czegoś nauczyć. Dystynkcje tworzone są więc naturalnie. Czym bardziej postać uduchowiona, tym większym respektem i poważaniem się cieszy. Wokół niej zbiera się także największa rzesza naśladowców.

Władza w zakonie jest funkcją symboliczną. Zwykle opatem zostaje osoba o najdłuższym stażu. Musi jednak spełnić dwa warunki. Ze względów formalnych przełożony oficjalnej świątyni (Wat) powinien posługiwać się odpowiednim wykształceniem. Wykształcenie owo zdobywa się w państwowej wyższej szkole buddyzmu. Świątynie nieoficjalne funkcjonują jako zgromadzenia i nie jest wymagane uwspólnienie rytuałów.

Drugim czynnikiem jest chęć objęcia stanowiska. Opat jest nie tylko zaszczytną funkcją, ale także zobowiązaniem. Będzie zmuszony dbać o formalności, troszczyć się o zbór, zajmować rachunkami i polityką finansową. Wielu mnichów widzi w tym wyłącznie utrudnienie praktyki. Nie zabiegają oni wszak o zaszczyty i splendory, ceniąc sobie nade wszystko własny spokój. Opatami zostają więc często ludzie młodsi, ambitni, z własnymi wizjami. Tymczasem doświadczeni mnisi skupiają się na nauczaniu.

Tradycja wstępowania mężczyzn do zakonu integruje środowisko ludzi świeckich wokół swojej świątyni. Rotacja jest olbrzymia. Czas spędzony w odosobnieniu powoduje, że późniejsze rodziny w dużym stopniu identyfikują się z zakonem, czynnie biorąc udział w jego życiu codziennym. Klasztor staje się integralną częścią życia rodzinnego osób świeckich.

W zakonie zaledwie ćwierć mnichów ordynuje poprzez dziesięciolecia. Reszta miejsc zajmowana jest przez osoby przychodzące na określony czas. Dysproporcję widać najlepiej na przestrzeni dekady. Na 30 mnichów ciągle ordynujących przypada 3 tysiące osób, które w tym czasie się przez zakon przewinęły.

Klasztor staje się społeczną enklawą. Od swoich początków opisanych w kanonie palijskim miejsce to jest tworzone przez ludzi dla ludzi. Jest centrum edukacji duchowej, ale także miejscem spotkań i socjalizacji. Klasztor jest otwarty cały czas. Każdy może o każdej porze do niego przyjść i czuć się jak u siebie w domu.

Wiele osób świeckich przychodzi więc do klasztoru, by spędzić w nim nieco czasu. Nie pytając się nikogo o pozwolenie, pozamiatają plac, pomalują płot, przystrzygą trawnik. Klasztory de facto utrzymywane są przez ludzi świeckich i są ich własnością. Mnisi stanowią jedynie ozdobnik, nadają sensu ideologii; są niczym klasztorny trawnik, który należy pielęgnować jako część przestrzeni społecznej.

W Tajlandii supermarkety się nie przyjęły. Królują lokalne małe sklepiki, targowiska oraz sieć 7-11, która działa na zasadach podobnych do polskiej Żabki. Tajlandczycy wolą spędzać wolny czas w swoich świątyniach. Zamiast więc wzorem Europejczyków włóczyć się bez celu po centrach handlowych, spędzają dni wolne i święta w klasztorze. Przynoszą jedzenie, którym się dzielą z innymi biesiadnikami, oddają się pracom porządkowym, ale także artystycznym, spędzają czas z mnichami.

Mnisi rzadko biorą udział w owych aktywnościach. Obłożeni są zbyt wieloma ograniczeniami, by móc cieszyć się kontaktem z osobami świeckimi. Zdecydowanie bardziej wolą spokojne odosobnienie własnych khuti. Teren świątyni jest miejscem spotkań i świętowania osób świeckich. Mnisi nie angażują się w przygotowania do imprezy, ani nie biorą zwykle w nich udziału, koncentrując się wyłącznie na aspektach duchowych święta i celebrując uroczystości świątynne.

Postaci takie jak Luong Pog Charoen pozostają przez długi czas w świadomości osób mających z nimi kontakt. Był wielkim nauczycielem i odważnym budowniczym. To właśnie on w roku 1957 podczas pielgrzymki tudong odkrył majestatyczną jaskinię, do której ściągnął swojego brata i ciotkę. W ciągu swojego życia z bezludnego miejsca w środku dzikiej głuszy stworzył jeden z najbardziej rozpoznawalnych buddyjskich klasztorów świata. Garstka zapaleńców wprowadzająca się do nietoperzy, przekształciła zbór w wielotysięczną społeczność, żyjącą w imponującej architekturze. Thamkrabok jest niezwykle jaskrawym dowodem, jak wiele można osiągnąć, nie posiadając kompletnie niczego.

Choć Luong Poh Chamroen odszedł już 10 lat temu, nadal żyje w pamięci swoich uczniów. Czym zresztą dalej od jego śmierci, tym jego kult intensywnieje. X rocznica jego śmierci obchodzona była przez tysiące osób ściągających do Thamkrabok z całej Tajlandii. Impreza była huczna i wesoła.

Śmierć w buddyzmie nie jest tym samym, czym jest w chrześcijaństwie. Oznacza jedynie przejście z jednej formy w drugą. U osób oświeconych jest wyzwoleniem z cyklu narodzin i śmierci. Celebruje się ją więc na równi z urodzinami. Jest ich odpowiednikiem.

Stypy buddyjskie są uroczystościami weselnymi. Dominuje radość i uśmiech na twarzach uczestników. Smucenie się nie jest wskazane, gdyż może spowodować zatrzymanie duszy w wędrówce. Rocznice śmierci także nie są celebracją smutku i rozpaczy. W nuconych pieśniach wspomina się daną osobę i wskazuje jej brak w teraźniejszości. Brakuje jej wpływu, jej nauk, jej przewodnictwa. Tęsknota ta jest jednak jedynie ukazaniem własnej słabości, przywiązaniem do przemijalnych rzeczy. Nie ma w niej faktycznego smutku, ani żałoby.

Infrastruktura zakonu należy do każdego Taja. Dba on o nią, ale i także z niej korzysta. Celebracja śmierci nauczyciela jest więc okazją do spotkania się i zabawy. Na scenie występują artyści z mocno rozrywkowym programem. Śpiewają zarówno tradycyjne pieśni regionalne, jak i popularne przeboje światowych list przebojów, tańczone jest według tajskiego folkloru, ale także według burleski, śpiewają rozkosznie słodkim głosem dzieci, nie brakuje jednak wokalnego występu transwestyty. Dla obserwatora spoza Tajlandii szokujący może być poziom tolerancji. Coś, co byłoby olbrzymim faux-pas w Kościele Katolickim, tutaj jest niewinnym występem artystycznym.

Święto klasztorne trwa trzy dni. W tym czasie mnisi są obdarowywani łaskawiej. Jedzenia jest więcej, jest także wykwintniejsze. Pojemność żołądka jest jednak niezmienna; większość darów trafia więc z powrotem do darczyńców (mnich nie powinien brać pożywienia więcej, niż w danym dniu – posiłku jest w stanie skonsumować). Oprócz tego jedzenie przynoszą i rozdają wśród siebie sami goście. Jest wesoło i zabawnie, choć sami mnisi raczej kryją się w te dni w swoich pokojach.

Dla mnicha huczna uroczystość nie jest atrakcyjna. Nie powinien tańczyć, śpiewać, ani słuchać muzyki. Obecność pięknych i pachnących osób świeckich może mieć negatywny wpływ na poziom zadowolenia zakonnika. Zamkniętemu w samotni przepych świata zewnętrznego nie przeszkadza. Gdy ten przepych zawita do eremu, pokusa porzucenia ascezy niebotycznie wzrasta. Konfrontacja dwóch światów uświadamia bowiem ubóstwo mnicha i purytańską praktykę, z której nie zawsze szybko widać efekty. Podczas filmowania imprezy nie spotkałem więc wielu mnichów. Nieliczni przyglądali się z daleka hedonistycznym bachanaliom.

Klasztor buddyjski w Tajlandii pełni wielorakie funkcje społeczne. Jedną z nich jest rozwój osobisty i osiągnięcie oświecenia. Drugą jest nauczenie się szacunku dla innych i wpasowanie w swoją rolę społeczną (dla Tajów ordynacja w zakonie jest odpowiednikiem służby wojskowej, w której szlifuje się charakter). Zakon pełni także funkcję sierocińca, szkoły oraz domu starców. Nie brakuje kalek i osób przewlekle chorych. Tutaj odsyłani są ludzie z problemem uzależnienia, czy depresją. Mnisi instruują także na życzenie, jak osiągnąć szczęście i harmonię w życiu doczesnym. Udzielają wskazówek, jak rozwiązać dylemat, raczą dobrym słowem. Świątynia jest centrum socjalnym lokalnej społeczności. Tutaj zawsze można przyjść i się wypłakać z problemów. Gdy się świat zawali, zgolą głowę i przyjmą jak własne rodzeństwo. Świątynia zajmuje czołowe miejsce w społeczności. Jest niezwykle ważnym miejscem, a mnisi pełnią istotną funkcję w niwelowaniu nierówności społecznych.

Choć pozornie buddyzm i chrześcijaństwo bardzo się różnią, pełnią podobną funkcję społeczną. Z perspektywy znajomości obu religii śmiem wysunąć twierdzenie, że nie ma pomiędzy nimi żadnych sprzeczności. Buddyzm nie opiera się na wierze w cokolwiek, to sposób życia. Natomiast chrześcijaństwo to wiara, której praktyka jest niemal identyczna z buddyjską. Buddyzm i chrześcijaństwo stanowią awers i rewers tej samej monety.

Byłoby niesamowicie pozytywnym efektem, gdyby kościoły w Polsce otworzyły się na swoich wiernych, a wierni by powrócili do swoich kościołów, niczym do własnych domów. Wzorem buddyjskich świątyń niech będą to miejsca, w których wierni spędzą swobodnie całą niedzielę, dobrze się bawiąc i socjalizując. Niech celebracje świąt kościelnych zredukują niepotrzebną bufonadę i staną w służbie społeczeństwu. Niech całą kontrolę nad kościelnym majątkiem przejmą osoby świeckie, a ksiądz zostanie sługą duchownym, tymczasowym rezydentem, niczym mnich buddyjski w Tajlandii. Niech księża zaczną pomagać ludziom w rozwiązywaniu ich problemów, radząc i edukując, a nie stawiając szereg nakazów i zakazów.

Może to li tylko pobożne życzenia, ale wyobraź sobie Polskę z taką religią, która łączy praktykę buddyjską z chrześcijańskim dogmatem. Polskę narodu szczęśliwego i szanującego się nawzajem. Polaków zintegrowanych wspólnym systemem wiary i wyznających te same wartości...



 

05-01-2018 schwalk

 
Komentowanie dozowolone wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników.
Reklama QP
Zareklamuj się u nas!
Teksty na zamówienie
Buddyjski symbol szczęścia