Polskie piekiełko

Polskie piekiełko

Działam w wielu organizacjach społecznych, mam kontakt z wieloma nacjami, udzielam się na wielu frontach. Kontakt z Polonią, mimo że najciekawszy i najbarwniejszy, należy do najtrudniejszych.

 



Za granicą od Polaka najlepiej jak najdalej, głosi ludowa mądrość. Niestety jako naród jesteśmy dość trudni w obyciu, mamy wiele cech o zabarwieniu negatywnym, jak zawiść, lenistwo, czy kombinatorstwo. Powoduje to powstawanie w naszym społeczeństwie konfliktów, które często mają irracjonalne podstawy.

Dzisiaj rano zwrócono mi uwagę na facebookowy wpis Wiolety Wysockiej odnoszący się do Radia Bedford. Należy nadmienić, że Wioletta do niedawna pełniła zaszczytną funkcję Redaktora Naczelnego owej mini-rozgłośni. Jednakże kompletnie pasywna postawa spowodowała przyznanie roli zarządcy innej osobie, osobie która bardzo dużo działa od długiego już czasu na rzecz radia. Oprócz prowadzenia sobotnich audycji Andrzej zajmuje się autopilotem, kontaktem z gwiazdami (prosi o pozdrowienia), organizuje wejściówki i patronaty, nagłaśnia imprezy. Zajmuje się wszystkim tym, czym Naczelny zajmować się powinien.

Czy pasywna postawa Wysockiej była jedynym argumentem za zmianą Naczelnego? Nie! Należy zauważyć, że Wioleta działała na rzecz PBIC, w której jest administratorem, wykorzystując platformę radia do promowania organizacji pani Brady. Nie było w tym zresztą nic złego, bo układ radia społecznościowego jest taki, że każdy promuje na własnej audycji co chce. Każda osoba reprezentuje odmienny interes, przychodzi do studia z różnych powodów. Nie będę tutaj rozwodził się nad organizacją PBIC i jej wątpliwą rolą w polonijnym społeczeństwie. Pani Brady wyspecjalizowała się w pobieraniu dotacji na fikcyjne kursy i szkolenia. Z tych pieniędzy utrzymuje siebie, swoją liczną rodzinę i wierną świtę, do której Wioletta również należy. Każdy orze jak może! Polonia nie dokłada do utrzymania PBIC, więc nic nam do sposobu zarabiania pani Brady. Jedynie może gryźć w oczy sama moralna postawa właścicielki.

Nad moralną postawą samej Wiolety należy jednak się głębiej zastanowić. Niedawno do redakcji zgłosiła się osoba chcąca podzielić się wiedzą na temat sieci sklepów sprzedających polską żywność - Wisły i Odry. Oprócz udzielenia obszernego wywiadu skontaktowała nas z wieloma byłymi pracownicami kurdyjskiego biznesmena. Kopia części materiału dźwiękowego była w studyjnym komputerze. Wioleta, jako redaktor, tym bardziej Naczelny, miała wgląd do nagrań. Oprócz pikantnych szczegółów z funkcjonowania biznesu, kobiety bardzo prosiły o anonimowość wywiadu, jedna z nich popłakała się do mikrofonu opowiadając jak bardzo boi się zemsty właścicieli, których podejrzewała o mafijne konotacje. Poprosiłem o spotkanie z Policją, aby zapewnić kobietom bezpieczeństwo.

Zanim zdążyłem zapoznać oficera z nagraniami, nasza ówczesna naczelna poleciała do Wisły i opowiedziała swojej koleżance Martynie, która w Wiśle pracuje i ma relacje intymne z właścicielem, o przebiegu redakcyjnego śledztwa. Możliwe nawet, że zapoznała ją z kopią zapisu, bo następnego dnia część kobiet dostała telefony z wyraźną pogróżką od zarządców Wisły. Tymże samym Wioleta wyłączyła świadków z dalszego postępowania, bo wycofali oni autoryzację i odmówili współpracy z Policją. Sklep Wisła, w zamian za pomoc w zamieceniu sprawy pod dywan, obiecał wesprzeć finansowo Wioletę, gdyby ta przejęła Radio Bedford.

Pragnę także zdementować fałszywą informację podaną przez Wioletę, że niebawem Radio Bedford pod nową nazwą rozpocznie nadawanie nowego programu. Już od dłuższego czasu studio w Domu Polskim bardziej służyło do suto zakrapianych imprez, niż prowadzenia audycji, było niemożliwością wyegzekwowanie zakazu niepalenia, czy utrzymanie czystości i porządku. Zdecydowałem więc o utworzeniu równolegle studia u siebie w firmie. Takie rozwiązanie jest wygodniejsze dla mnie, tym bardziej, że infrastruktura klubu została utworzona już wcześniej.

Radio Bedford nadal więc będzie informować o wydarzeniach lokalnych, być może nawet z jeszcze większym impetem. Jeśli Wioletta założy swoje nowe radio, będzie jeszcze większą przyjemnością konkurować z jej teamem. Konkurencja może nadać nowej twarzy bedfordzkim mediom i je uskrzydlić.

W każdej z organizacji, w której działam, są mniejsze i większe problemy. Ludzie są różni, mają różne temperamenty i wizje. W grupach anglojęzycznych wolontariusze jednak przychodzą, bo chcą coś robić bezinteresownie, dla dobra ogółu i własnej satysfakcji. W świecie Polonii niewiele się dzieje, a jeśli już, to każdy szuka własnego interesu. Dlatego mimo wszystko jestem aktywniejszy w organizacjach brytyjskich. Tam moja pomoc jest naturalna, nikt mnie na nic nie naciąga, daję tyle, ile chcę dać. Już porzuciłem nadzieję na utworzenie polskiej społeczności w Bedford, która tworzyłaby jednolity organizm i walczyła o wspólne cele. Modlę się już tylko o to, byśmy się nie powyrzynali nawzajem.

 



11-12-2015 schwalk
Komentowanie dozowolone wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników.
Reklama QP
Zareklamuj się u nas!
 
Teksty na zamówienie
Buddyjski symbol szczęścia