Nowicjusz

Nowicjusz

Czasami największymi naszymi nauczycielami nie są ci, którzy tajniki zgłębili i wiedzą już wszystko. Czasami osoby przypadkowe zupełnie nieświadomie natchną genialną myślą. Dobry uczeń będzie szukał wskazówek dosłownie wszędzie.



Kilka dni temu wstąpiłem do jednego z moich przyjaciół mnichów na herbatę.

Mnich ów wziął pod opiekę osobę świecką, pokazując jej życie zakonne i nauki Dharmy.

Podczas sączenia orzeźwiającego płynu, zapytałem nowicjusza jak długo jeszcze u nas zabawi. Z niekłamaną radością w głosie odrzekł, że już za miesiąc wraca do domu. „I go back to the reality” - sprecyzował.

- Kwestia perspektywy - rzekłem. - Dla nas rzeczywistością jest życie w zakonie.

- On ciągle wierzy, że ten podskakujący, zbierający grzybki i monety Mario jest rzeczywistością – dodał mnich. - Nie zrozumiał, że to tylko energia elektryczna daje złudzenie postaci, grzybków i monet.

Ludziom z zewnątrz trudno zrozumieć istotę buddyzmu. Postać Mario w popularnej grze telewizyjnej utworzona jest obecnie najczęściej poprzez energię elektryczną, przyłożoną do podłużnego kryształu. Czym wyższe napięcie w ramce, tym bardziej się on wychyla, przepuszczając światło emitowane przez diodę podświetlającą matrycę. W każdej sekcji piksela są trzy kryształki, których obszar jest przykryty maską odpowiedniego koloru. Ze złożenia ich powstaje pojedynczy punkt na ekranie, z wielu punktów zaś grzybek.

To co widzimy na ekranie jest tylko sprytnym wybiegiem technicznym, powodującym złudzenie optyczne. Poprzednia technologia polegała na przesuwaniu po kineskopie wiązki elektronów. Ów punkt poruszał się poziomo, z każdym przejściem obniżając pozycję. Pikanterii dodaje fakt, że aby uniknąć migotania obrazu, punkt ów rysował co drugą linię i pełny obraz uzyskiwany był dopiero po dwóch pełnych przejściach.

Obserwowany świat jest także podobnym złudzeniem. Żaden sygnał rzeczywistości nie dochodzi do świadomości bezpośrednio. Mózg przetwarza sygnały wyłącznie elektryczne.

Światło przechodzi poprzez soczewkę oka i ląduje na receptorach. Każdy receptor wysyła pojedynczy sygnał informujący o swoim stopniu pobudzenia systemem nerwowym do mózgu. Miliony sygnałów z obu oczu przez mózg są składane w trójwymiarowy obraz, a właściwie wrażenie widzenia tego obrazu.

Podobnie jest ze słuchem. Zmieniające się ciśnienie powietrza porusza pręcikami w uchu. Te podczas wychylania się, zmieniają rezystancję, dając systemowi nerwowemu informację o swoim chwilowym położeniu. Mózg zbiera informacje z milionów pręcików z obu uszu i przetwarza na wrażenie trójwymiarowego dźwięku. Podobnie z pozostałymi zmysłami.

Obecnie zaawansowana technika pozwala wszczepić się w nerw oka i przekazać informacje o obrazie do mózgu. Dzięki temu częściowy wzrok odzyskują osoby fizycznie oka pozbawione. Widzieć one będą jednak jedynie obraz, który zostanie do ich mózgu przesłany. Nie musi więc odpowiadać temu, co się wokół nich faktycznie dzieje.

Budda był osobą, która odkryła Matrix już 2500 lat temu. Aby go doświadczyć, nie są potrzebne tony mądrych książek, zaawansowane technicznie urządzenia, czy specjalne predyspozycje umysłowe. Dzięki odpowiednim ćwiczeniom, każdy może zgłębić naturę rzeczywistości.

Mnie rzeczywistość wydaje się wirtualną grą komputerową. Są na niej plansze, połączone w cały nieskończony świat. Gra jest multiplayer, czyli podłączone są do niej inne istnienia. Oprócz zapewne świadomych siebie istnień, w grze istnieją booty, czyli postacie generowane przez system, lecz zachowujące się jak istoty żywe. Z perspektywy gracza nie ma możliwości stwierdzenia, które postaci istnieją rzeczywiście, a które są jedynie tłem gry. Dla samej gry miejsce fizycznego przebywania graczy nie ma żadnego znaczenia. Mogą istnieć w różnych rzeczywistościach, czasoprzestrzeniach, czy w różnych systemach logicznych. W czasie gry ich awatary przebywają we wspólnej czasoprzestrzeni o wspólnych prawach fizycznych.

Rozumiejąc tę zasadę, nieco odmiennie zacząłem postrzegać innych graczy. Przede wszystkim baczniej się im przyglądam. Odkryłem, że szczególnie ci głoszący niekonwencjonalne tezy, mogą być przejawami istot żywych, funkcjonujących w innych rzeczywistościach.

Dlaczego?

Świat, w którym funkcjonuję jest moim snem. Odgrywa się on na moich warunkach logicznych. Doskonale rozumiem jego zasady. Potrafię prawie wszystko wytłumaczyć i trzyma się to ciągle kupy. Osoba z innej rzeczywistości będzie się kierowała odmiennym systemem logicznym. Dla mnie będzie on mało zrozumiały, szalony, wariacki. Przyjęcie, że owa osoba żyje w błędzie, tylko częściowo i pochopnie wytłumaczy różnice w pojmowaniu. Głównie dlatego, że mój system postawię wówczas nadrzędnie, co niekoniecznie będzie musiało być prawidłowe.

Jeśli doświadczana rzeczywistość jest jedynie złudzeniem umysłu, to jej zasady logiczne także są moim złudzeniem. Dla mnie są dobre, bo je rozumiem, dla innego będą błędnymi. Nabrałem przeto szacunku i pokory do osób, które wcześniej uważałem za kompletnych wariatów.

Rozmowa z nowicjuszem uświadomiła mi jeszcze jedną ważną kwestę.

Gdy śnię, moja postać znajduje się w środowisku, w którym funkcjonuje z pamięcią konkretnego życia. Jednym słowem mam przeszłość, która na jawie nie istnieje. Znajduję się w sytuacjach, w których podejmuję decyzje bazujące na tej przeszłości. Są więc odmienne od tych w „realu”.

Dzięki temu właśnie faktowi mogę się wybudzić.

W czasie snu nie jesteśmy w stanie stwierdzić faktu śnienia. Jednak ja jako dziecko już zacząłem się wybudzać. Kluczem do tego było pytanie, czy rzeczywiście decyzja została podjęta w zgodzie ze mną samym? Czy jestem rzeczywiście tym, kim jestem?

Ta chwila przerwy na zastanowienie mojej sennej postaci, zagłębiała się w dalszą refleksję. Czy fizyka tego świata jest możliwa? Czy nie jest to czasem tylko sen?

Jeszcze jako dziecko odkryłem najciekawszą formę śnienia. Gdy już sobie uświadamiam podczas snu, że tylko śnię, staram się nie wybudzać kompletnie. Kontynuuję go, ale już na moich zasadach. Śniąc o przedszkolu i wychowawczyni próbującej mnie nakarmić rozgotowanym ryżem posypanym cynamonem, odrywam się od podłogi i uciekam lecąc w powietrzu. A co! Super moce? Żaden problem. Odtąd sen jest już wyłącznie na moich warunkach. Wylecę przez okno i się zabijam? Nie szkodzi! Cofam akcję do dowolnego wcześniejszego momentu i rozwijam ją już inaczej.

Obecna rzeczywistość również jest snem. Zaczynam mieć tego świadomość. Cóż mi jednak po samej świadomości snu, jeśli kontrolować go mogę w jeszcze bardzo ograniczony sposób. Teraz najważniejsze zadanie: nauczyć się ów sen kontrolować i przejąć całkowitą kontrolę nad nim. Nowicjusz podsunął mi pomysł na dalszą praktykę. Zapisuję się na intensywny kurs Vipassany, którego propozycji już kilkukrotnie odmówiłem. To będzie też ekstremalna praktyka cierpliwości, bo medytacja zajmuje kompletnie każdą chwilę przez wiele wiele dni...

 



15-11-2017 schwalk
Komentowanie dozowolone wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników.
Reklama QP
Zareklamuj się u nas!
 
Teksty na zamówienie
Buddyjski symbol szczęścia