Lęk przed przyszłością jest cierpieniem

Lęk przed przyszłością jest cierpieniem

Budda wcale nie powiedział, że życie jest cierpieniem. Natomiast my sami potrafimy sobie z naszego życia zrobić piekło. Jednym ze splamień jest troska o przyszłość. Przejmujemy się śmiercią, bólem czy zmianą statusu materialnego.

 



Człowiek szczęśliwy nie przejmuje się przyszłością. Niektórzy ufają sobie, inni swoim decyzjom, jeszcze inni wierzą w Boga, który się o nich troszczy. Odpuszczenie lęku o przyszłość działa jednak cuda, dlatego osoby skrajnie religijne żyją w stanie ciągłej ekstazy.

Mnie osobiście przekonały do porzucenia owego strachu dwa czynniki – analiza i doświadczenie.

Karma jest bardzo sprytnym zabiegiem psychologicznym, na karb którego można zrzucić ów lęk o przyszłość. Jeśli spotyka nas coś niekomfortowego, możemy to traktować w dwojaki sposób. Albo jako karę za złe uczynki, których się dopuściliśmy w przeszłości, albo jako naukę rozwijającą duchowość i przyspieszającą drogę do oświecenia.

Jeśli zdarza się nam coś przykrego, powinniśmy się cieszyć. To jak z rachunkiem za telefon. Zagadaliśmy się, tracąc uważność, co wygenerowało koszt połączenia. Teraz przyszła chwila, by rachunek zapłacić. Super! Zapłacę, będę miał z głowy. Po wyrównaniu rachunku rozpocznę życie bez niepotrzebnego balastu.

Inną wersją jest nauka płynąca z doświadczenia. Zdarzyło się coś, co definiuję jako przykrość, dyskomfort. Hmmm... Owo wydarzenie jest więc w stanie mnie zranić. Bardzo dobrze, że miało miejsce, bo daje mi to możliwość pracy nad sobą, udoskonalenia moich słabych punktów. Oby częściej takie testy następowały, bo bez nich nie miałbym świadomości moich niedoskonałości i nie mógłbym się ich pozbyć.

Jakkolwiek tego nie interpretować, pozytywne znaczenie przeciwności losu jest niepodważalne. Czy warto więc się nim przejmować? Czy nie lepiej założyć, że jest się w centrum wszechświata i wszystko wokół nas jest specjalnie tworzone dla nas?

To jest właśnie ten drugi czynnik; jest nim doświadczenie.

Analizując własne życie dochodzę do wniosku, że żadna faktyczna przykrość mnie w nim nie spotkała. Wszystkie wydarzenia, niektóre bardzo dramatyczne, uczyniły ze mnie osobę, którą obecnie jestem. A jestem niezwykle szczęśliwym człowiekiem, który jest faktycznie wolnym i zadowolonym z życia. Miejsce, do którego mnie doprowadziły moje własne wybory, jest cudowne; żyję w otoczeniu cudownych ludzi. Jeśli istnieje ślepy los, to jest wyjątkowo w stosunku do mnie przychylny. Jeśli rzuca pod moje nogi kamienie, to tylko po to, bym mógł z nich zbudować schody i sięgnąć szczytów.

Rozmowa z jedną ze znajomych uświadomiła mi, jaką przewagę daje mój sposób postrzegania. Nie tak dawno przecież również leżałem na stole operacyjnym.

Kilka miesięcy temu zwróciłem się o pomoc medyczną do tutejszego szpitala. Badający mnie lekarz stwierdził przepuklinę i zalecił zabieg. Łamaną angielszczyzną zaproponował termin za cztery dni, uspakajając słowami, że operacja nie jest skomplikowana.

Trzeba zauważyć tutaj, że poziom medycyny w krajach Trzeciego Świata odbiega znacząco od europejskich standardów. Szpital ów nie jest placówką przeznaczoną dla turystów, w której panują podwyższone wytyczne dotyczące higieny, czy opieki nad pacjentami. Tajowie, ze względu na dość drogie usługi medyczne, zwracają się o pomoc już w stadium terminalnym. Szpital jest więc tajską umieralnią, nie placówką leczniczą. Tajskie rozumienie karmy także w dużym stopniu zwalnia od odpowiedzialności. Umarł (?), trudno (!). Taką miał karmę. Po umyciu fizycznym i psychicznym rąk, operowany jest następny pacjent.

Cztery dni biłem się z myślami. Operować się w Tajlandii, czy wyskoczyć na zabieg do Wielkiej Brytanii? W przypadku niepowodzenia, w UK jest szansa na odszkodowanie, warunki szpitalne są też nieporównywalne. Decyzja była nie najprostsza, ale logiczna. Do tej pory w moim życiu wszystko wychodzi na dobre, czym więc się mam stresować? Jeśli istnieje jakiś główny programista, to pozwolił mi zakosztować życia przeciętnego Taja. Mam odrzucić prezent?

Badanie lekarza było bardzo powierzchowne. Decyzję o operacji podjął na podstawie wywiadu z pacjentem. Wywiadu, który w sporej części odbył się za pomocą aplikacji google'a. Po przyjęciu na oddział wylądowałem na sali, która bardziej przypominała hangar lotniczy, niż salę szpitalną. Anestezjolog nie rozumiał po angielsku ani słowa. Pielęgniarki także. Na szczęście podano mi dwujęzyczną kartę wywiadu anestezjologicznego. Mimo tego nie byłem pewien, co oni tak naprawdę zoperują. Żartowałem, że już sukcesem będzie, jeśli nie wybudzę się lady-boyem...

Leżąc na stole operacyjnym musisz zaufać lekarzom. Teraz te osoby biorą odpowiedzialność we własne ręce. Nie masz wpływu na to, czy się z narkozy wybudzisz. Jest więc sens się stresować? Podekscytowany uśmiechałem się do pani anestezjolog, gdy zakładała mi maskę tlenową. Po zastrzyku poczułem ogarniające ciało odrętwienie. Świat się zaczął kurczyć, a moja świadomość lekko spanikowała. Próbowała się uczepić jawy i nie wpaść w stan niebytu. Zamknąłem oczy i powiedziałem do swojego ego: „Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Cisz się doświadczeniem, bo pierwszy raz jesteś pod narkozą”, po czym w ciągu następnej sekundy odpłynąłem...

Szczęście jest stanem umysłu, takim samym jak cierpienie. Za jedno i drugie odczucie odpowiadamy my sami. To samo wydarzenie generuje skrajnie różne emocje. Leżąc na stole operacyjnym, gdzieś w prowincjonalnej Tajlandii, nie będąc pewnym niczego, można być i szczęśliwym i całkowicie zdemolowanym psychicznie. To od nas zależy, w jaki sposób przedstawimy sobie ową sytuację.

Czy jest więc sens współczucia operowanemu dziecku? Ono być może także z wielką ekscytacją kładzie się na stole, choć szanse na przeżycie operacji wydają się nikłe. Nasze współczucie jest często naszą imaginacją, omamem, za którym ślepo podążamy, bo daje nam złudzenie empatii. Współczujemy cierpienia, które de facto jest splamieniem umysłu. Nie współczujmy więc, lecz pomóżmy się pozbyć owego i zastąpić go poczuciem szczęścia.

 



08-10-2017 schwalk
Komentowanie dozowolone wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników.
Reklama QP
Zareklamuj się u nas!
 
Teksty na zamówienie
Buddyjski symbol szczęścia