Konflikty w zakonie Thamkrabok

Konflikty w zakonie Thamkrabok

Podczas ostatniej lekcji dharmy, jedna z osób świeckich zagadnęła o klasztorne życie. Kobieta zapytała o konflikty wśród mnichów.



Pytanie choć skierowane do Ajahna, do niego nie dotarło. Odpowiedzi udzielił prah Jeremy. „Jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi. Wstępując do zakonu wnosimy ze sobą świat zewnętrzny, z jego niedoskonałościami. Naturalną siłą rzeczy rodzi to konflikty i nieporozumienia. Życie tutaj wygląda bardzo podobnie do tego na zewnątrz.”

Ajahn Tong nie byłby w stanie odpowiedzieć obiektywnie, gdyż jako zastępca opata, żyje we własnym świecie, oderwanym od zwykłej mniszej egzystencji. Prah Jeremy zdecydowanie więcej wie o codzienności zakonnej. Jego odpowiedź mnie jednak zaskoczyła.

Skoczyłem szybko myślami, analizując ostatnich kilka miesięcy, i stwierdziłem, że ostatnio nie byłem uwikłany w żadne konflikty. Ani większe, ani nawet drobne. Z nieistotnymi wyjątkami, które potraktowałem jako nieporozumienia, nikt nie zwrócił się do mnie z jakimikolwiek pretensjami, nie zarzucał mi nic, ani nie wymagał rzeczy, których nie uczyniłem, bądź uczynić nie chciałem. Kompletna harmonia, spokój i psychiczna cisza. Chodzę sobie do pracowni pomagać w produkcji leków ziołowych, naprawiam elektronikę i elektrykę, piszę sobie teksty i koresponduję ze znajomymi. Żadnych negatywnych uniesień, wyłącznie pozytywne emocje.

Odbiór Prah Jeremiego może być podyktowany funkcją, którą w zakonie pełni. Prowadzi grupę anglojęzycznych adeptów oraz program wychodzenia z uzależnień. Po detoksykacji część z pacjentów pozostaje dłużej w klasztorze, zaznajamiając się z życiem zakonnym i buddyjską doktryną. Jego podopieczni nie są więc łatwym materiałem do obróbki, co może definiować jego percepcję zakonnego życia.

Z mojej perspektywy życie w zakonie zdecydowanie różni się od tego na zewnątrz. Otaczają mnie wyjątkowo pogodni ludzie, nastawieni do mnie wybitnie przyjacielsko, podający pomocną dłoń, nawet, gdy o nią nie poproszę. Podobnie do mnie, niczego od życia nie oczekują, nie mają żadnych życzeń, ani wymagań wobec innych. Doprawdy, trudno więc o sytuację konfliktową.

Przybyłem tutaj z Wielkiej Brytanii, w której prowadziłem własny biznes. Na porządku dziennym były pretensje o wszystko. Zdenerwowany klient potrafił zdemolować pół sklepu, mając pretensje, że mu telefon u nas ktoś zepsuł. Tymczasem przypadkiem włączył sobie tryb samolotowy... Zanim sytuacja się wyjaśniła, drukarka paragonów roztrzaskana została o ścianę.

Dostrzegam olbrzymią różnicę pomiędzy zachowaniem ludzi świeckich, a zachowaniem mnichów. Obrazując dysproporcję, pojawia mi się afrykańska oaza, z palmami i egzotycznym ptactwem, położona pomiędzy lodami centralnej Antarktydy. Przykro mi, że Prah Jeremy nie może tego także dostrzec...



02-10-2017 schwalk
Komentowanie dozowolone wyłącznie dla zarejestrowanych użytkowników.
Reklama QP
Zareklamuj się u nas!
 
Teksty na zamówienie
Buddyjski symbol szczęścia